Wampiry.org

Tradycje i wierzenia ludowe - Udokumentowane historie o wampirach Legenda Arnolda Paole

Luna - 2012-03-26, 11:21
: Temat postu: Udokumentowane historie o wampirach Legenda Arnolda Paole
Udokumentowane historie o wampirach

Legenda Arnolda Paole

Prawdopodobnie nigdy nie słyszeliście o Arnoldzie Paole, osobniku podejrzanym o bycie wampirem, i chociaż historia miała miejsce w XVIII wieku, wciąż jest pamiętana na obszarze dzisiejszej Serbii. Wiele osób do dzisiaj wierzy, iż był on prawdziwym wampirem.
Prawdziwe zdarzenia dotyczące Arnolda Paole miały miejsce w latach 1727-1728 w serbskiej miejscowości Meduegna. Arnold Paole był żołnierzem służącym w armii austriackiej i wrócił do rodzinnej wioski wiosną 1727 roku. Według jego opowiadań, został zaatakowany i ugryziony przez wampira w podczas pobytu w Grecji, oraz że był w stanie go zabić. Opowiadał również, że po ugryzieniu tym zaczął czuć się dziwnie i nie mógł spać.

Wkrótce po powrocie do domu, Arnold spadł z wozu przewożącego siano, roztrzaskując sobie głowę i ginąc na miejscu.

Wkrótce po jego pochówku, okoliczni mieszkańcy zaczęli twierdzić, że widzieli Arnolda nocą w pobliżu wsi. Mówiono, że próbował dostać się wnętrza do domów, jednakże mieszkańcy trzymali drzwi zamknięte i nie chcieli wpuścić go do domów. Znaleziono również dwie martwe osoby w dwóch różnych domach, z punktowymi ranami w okolicy gardła. Wieśniacy spalili ciała a prochy rozrzucili, aby upewnić się że nie przekształcą się one w wampiry.

Czterdzieści dni po śmierci Paole, do wioski przybył z Belgradu oddział żołnierzy, którzy na wniosek starszyzny wykopali jego zwłoki. Gdy trumna została otwarta Paole leżał na plecach, lecz kiedy tylko padło na niego światło słoneczne, z piskiem zwinął się w kulę i zaległ na brzuchu. Żołnierze zaczęli strzelać ciągłym ogniem do ciała w trumnie, a następnie wywlekli je z grobu, ocieli mu głowę, spalili ciało na popiół i wrzucili je do przepływającej w pobliżu rzeki. Jeszcze jakiś czas po tych wydarzeniach w Meduegnie powtarzały się problemy z domniemanym wampiryzmem. Czy Arnold Paole był wampirem czy też nie, nie można tego powiedzieć na pewno, lecz jest to jedna z wielu udokumentowanych opowieści opisujących to zjawisko.

Wampiry w górach Północnej Karoliny
Jedną z najlepiej udokumentowanych historii o wampirach jaka kiedykolwiek miała miejsce, są wydarzenia w okolicach Dillsboro, w Północnej Karolinie w latach 1788/89.

Wiosną 1788 roku do małej górskiej społeczności w Dillsboro, w Północnej Karolinie przybyła rodzina o nazwisku było Alfort, o której chodziły słuchy, że jest powiązana z rodziną królewską. Zakupili ziemię w okolicy rzeki i wybudowali bardzo ładny, duży dom w stylu kolonialnym. Pan Alfort otworzył gabinet lekarski oraz aptekę w pomieszczeniach z przodu domu, i początkowo ludzie byli naprawdę szczęśliwi, że mają nowego lekarza w swej społeczności. Ale bardzo szybko dwóch mężczyzn, którzy udali się do nowego lekarza w celu leczenia podagry, zmarło. Obydwaj mężczyźni, byli lubianymi członkami społeczności, a ich śmierć wywołała niezadowolenie wielu osób. Jednak w ciągu kilku kolejnych miesięcy lokalny pastor uspokoił wspólnotę i przez pewien czas wszystko wydawało się być w porządku. Jednak na krótko. Znaleziono małą córeczkę pastora, która martwa leżała w swoim łóżku, z gardłem przebitym w dwóch punktach. Żona pastora przysięgała, że widziała ciemną postać unosząca się nad córką, i chociaż krzyczała, było już za późno i dziecko zmarło.

Wśród mieszkańców wybuchła panika, ponieważ doszli do wniosku że w miasteczku grasuje wampir lub grupa wampirów. Przez wiele nocy grupy mężczyzn przeszukiwały okolicę, lecz nic nie znaleźli. Jednak niektórzy z mężczyzn twierdzili że widzieli jak duży czarny stwór latał na nimi niczym nietoperz. Kilka nocy później młody chłopak przybiegł do domu dziadków i powiedział coś atakuje jego mamę i tatę. Dziadek szybko wezwał innych ludzi, którzy pobiegli wraz z nim do domu jego syna, lecz mężczyzna, jego żona, oraz dwie córki w wieku 3 i 9 lat już nie żyli, wszyscy mieli rany kłute na szyi.

W mieście wybuchło niesamowite zamieszanie, zostało wezwane wojsko, które przeszukało teren. Jednakże pewnego wieczoru w lutym 1789 roku, kiedy wydawało się że sprawa trochę przycichła, znów usłyszano rozpaczliwe krzyki, a przybyli ludzie ujrzeli czarną postać przypominającą człowieka uciekającą z domu w którym słychać było krzyki w kierunku domu Alfortów. Gdy ludzie weszli do środka, znaleźli ciała dwojga młodych ludzi ze śladami ugryzień na gardłach. Niemal natychmiast zbiegło się więcej ludzi, którzy widzieli mordercę biegnącego do domu Alfortow. Gdy część mężczyzn dotarła się do domu, Alfort nie pozwolił im wejść do środka. Z chwilą, gdy na miejsce dotarł szeryf, mężczyźni wywlekli Alforta na zewnątrz i przywiązali go do drzewa. Następnie mężczyźni weszli do domu gdzie znaleźli kilka zastanawiających rzeczy. Sypialnie na piętrze były zasłane i wyglądało że nikt ich od dawna nie używał. Natomiast w piwnicy odnaleziono trzy trumny a w jednej z znaleziono panią Alfort ubraną na czarno, lecz jak najbardziej żywą. Kiedy zaczęto wydobywać ją z trumny, zaczęła syczeć i przeklinać.

Nieco później tej samej nocy, szeryf oraz pastor poinformowali tłum zebrany przed domem, że Alfortowie i ich syn byli wampirami. Alfortowie zostali powieszeni, a następnie z powrotem umieszczeni wewnątrz w domu. Dom został podpalony i spłonął do szczętu. Jednakże nigdy nie odnaleziono ich 15-letniego syna i nigdy nie widziano go ponownie w okolicy.

Czy Alfortowie byli wampirami, nikt się nigdy nie dowie.
Wampir w wierzeniach ludowych

1. Geneza i charakter polskiej demonologii ludowej

W systemie dawnych wierzeń słowiańskich istotną rolę odgrywała demonologia. Niektórzy nawet badacze są zdania, iż religia słowiańska wyłącznie poruszała się w sferze bóstw o charakterze demonicznym. Cały ten krąg dawnych wierzeń stanowił w kulturze duchowej ludu polskiego podstawowy człon dla nowo tworzonych ludowych wyobrażeń

demonicznych; zasadniczo różnych od chrześcijańskich. Ukształtowanie się specyficznego modelu demonologii ludowej miało bowiem dość ścisły związek z faktem wkroczenia chrześcijaństwa na ziemie polskie. Procesy chrystianizacji ziem polskich, podobnie jak to miało miejsce w przypadku innych ludów słowiańskich, realizowane były z jednej strony przez zwalczanie dawnych wierzeń, a z drugiej strony przez stopniową asymilację niektórych ich wątków przez chrześcijaństwo. Postacie dawnych bóstw i demonów zaczęto więc utożsamiać z istotami diabelskimi. Za pomocą tego zabiegu dążono przede wszystkim do deprecjonowania dawnych wierzeń oraz do spopularyzowania wśród ludu zasad chrześcijańskiej wiary w piekło i moce szatańskie. W wiekach późniejszych analogiczne tendencje ujawniły się w wierzeniach ludowych, czego wyrazem stało się następnie włączenie postaci chrześcijańskiego diabła do kręgu ludowych wyobrażeń demonicznych

Przeszczepiona na grunt polski ideologia chrześcijańska zawierała też w swoich treściach różnorodne wątki wierzeniowe, które przeniknęły do niej podczas prowadzonych uprzednio działań misyjnych wśród innych ludów europejskich. „Wraz z chrześcijaństwem – pisze B. Baranowski – importowane zostały na ziemie polskie różne wierzenia związane z piekłem i diabłem, a wywodzące się nieraz z religii starożytnego Wschodu, Italii czy nawet ludów celtyckich czy germańskich”.

Polska demonologia ludowa zrodziła się w szerokim kontekście różnorodnych uwarunkowań społeczno-ekonomicznych, politycznych i kulturowo-obyczajowych, głównie jednak jako produkt procesu synkretyzmu słowiańsko-chrześcijańskiego. Poszczególne jej wątki ulegały z kolei różnym dalszym przeobrażeniom i przewartościowaniom w konsekwencji przemian zachodzących w warunkach życia ludu polskiego. W czasach współczesnych wierzenia te ulegają istotnym procesom obumierania i zanikania. W toku zachodzenia tych procesów poszczególne wątki wierzeń demonicznych stopniowo tracą przypisywane im atrybuty nadprzyrodzoności i przechodzą do sfery ludowej twórczości folklorystycznej o charakterze ludyczno-wychowawczym. Ma to związek z faktem, iż życie wsi uległo głębokim przeobrażeniom, które w zasadniczy sposób odcisnęły się na funkcjonujących stereotypach poglądów i zachowań oraz wzorach postaw ludności wiejskiej, na jej stosunku do zjawisk świata przyrody i życia wiejskiego, a tym samym i na tradycyjnie ukształtowanej sferze wierzeniowej.

2. Wyobrażenia wampira – upiora – strzygi.

Na poszczególnych obszarach ziem polskich występowały różne nazwy określające istotę o wampirycznym rodowodzie. Ale, choć nazwy były inne, na ogół postać ta miała mniej więcej te same cechy. W niektórych okolicach w pojęciach demonologicznych istniało rozróżnienie na strzygi, wampiry i upiory. Są to jednak ślady nawarstwień tych samych wierzeń, a występujące między nimi różnice były niezbyt istotne.
Upiór występuje w polskich wierzeniach głównie w dwojakim charakterze:

1) jako duch człowieka zmarłego (lub jeden z jego dwóch duchów) i 2) jako żywy trup, względnie jako trup (ciało), ożywiony przez własnego ducha (lub przez jednego z dwóch własnych duchów) lub przez „złego ducha”. Wyobrażeniom upiorów najczęściej przypisywano postaci antropologiczne i to zwłaszcza takie, jakie miały za życia. Najczęściej występuje w długiej, wlokącej się po ziemi koszuli, w której został pochowany – tzw. śmiertelnicy – zbrukanej grobową ziemią. W wierzeniach ludowych wielu okolic upiora wyróżniała barwa ciała – ciemnosine plamy na ustach i całym ciele, a także czerwona twarz. Ostatnia cecha została utrwalona w powiedzeniu „czerwony jak upiór”, które określa człowieka odznaczającego się czerwonym odcieniem cery lub zarumienionego. Właściwość ta wiąże się z wysysaniem krwi przez upiora, dlatego też często miał on czerwonawe wargi lub krew na nich, a ciało jego było świeże i pełne, względnie wydęte. Czasami posiadał wielkie, czerwone (krwawe bądź ogniste) ślepia, długie, zakrzywione paznokcie i ostre, wyszczerzone zęby. Niekiedy upiór charakteryzował się czarnymi plecami lub ich brakiem. Zdarzało się, iż wlókł za sobą wywalone z brzucha na zewnątrz wnętrzności. Co się tyczy narządów wewnętrznych, posiadał wspomniane już dwa serca lub piłę zamiast kręgosłupa.

Upiory wyobrażano sobie również w postaci kościotrupa; nagiego i silnie owłosionego człowieka; istoty ludzkiej w białym, niebieskim lub czarnym odzieniu. Według innych poglądów miały one postaci zoomorficzne (psa, wilka, kota, konia, kozła, barana, ptaka) i teratomorficzne (bliżej nieokreślone potwory). Niekiedy też upiór występował w charakterze zjawy w bieli, cienia ludzkiego lub istoty niewidzialnej. Jeśli pojawiał się jako istota niewidzialna, zwykle czuć było typowo cmentarny zapach lub wokół rozchodziło się przejmujące zimno. Czasami nic nie było widać, ale słychać było chrzęst poruszających się kości szkieletu.

Zróżnicowane były także poglądy ludu w kwestii rodowodu upiora. Z pewnością jest on związany z określonym człowiekiem. Upiorami stawali się ludzie zmarli śmiercią tragiczną; zmarli bez spowiedzi, z żalem, złością, nienawiścią w sercu (a więc ludzie, którzy nie zakończyli swoich ziemskich spraw i nie dokonali przed zgonem obrachunków z Bogiem i bliźnimi); samobójcy; kobiety ciężarne lub zmarłe przy porodzie; poronione płody ludzkie; dzieci urodzone martwo lub zmarłe w niemowlęctwie (zwłaszcza te, które przyszły na świat z zębami); ci, którzy długo nie mogli umrzeć; mieli dwa serca lub dwie dusze. Wyrażano również przekonanie, iż już za życia można poznać, kto po śmierci zostanie upiorem. Rozpoznanie takie zwykle uzyskiwano na podstawie wyglądu zewnętrznego i cech fizycznych – duża głowa, silne owłosienie lub jego brak, zrośnięte brwi, podwójny rząd zębów, nietypowa budowa ciała (niski lub wysoki wzrost, garb, utykanie), chrapliwy oddech, czerwona, blada lub sina cera; wykonywanych czynności – czarownice, znachorzy, owczarze; stosunku do innych ludzi - okrucieństwo, przewrotność, skąpstwo, mściwość oraz stosunku do religii – niewierzący, nie praktykujący, zaniedbujący obowiązki religijne, nie posiadający sakramentu bierzmowania czy chrztu.

Według K. W. Wójcickiego upiorami mogą stać się młodzieńcy, którzy zmarli z wielkiej nieodwzajemnionej miłości i zza grobu wracają do swych ukochanych. Świadczyć o tym ma niewielki, zachowany fragment pieśni ludowej:

Upiór czuje niezwykły pociąg do księżycowego światła. Zazwyczaj pod jego wpływem budzi się i opuszcza swój grób. Powraca doń wraz z pierwszym pianiem kura, zwiastującym świt. Czasami lud wierzy, iż pojawia się on w oznaczone dni (np. na nowiu lub w pełni księżyca; w piątek; w dzień tygodnia, w którym umarł; w rocznice swojej śmierci; wtedy, gdy wieje silny wiatr; w dzień, w którym w najbliższej okolicy ktoś się powiesił; w żydowskie święta itp.). Niekiedy też raz opuściwszy grób, zostawia go pustym i nie ma już do niego powrotu lub powrót ten wiąże się z licznymi trudnościami. Interesującym zagadnieniem jest występowanie aż trzech płaszczyzn relacji zachodzących między upiorem a człowiekiem; a mianowicie:

1) Jest to istota nieszkodliwa dla człowieka: „Upiór chodzi nocą koło swego domu lub po innych miejscach, nie czyniąc nikomu nic złego, wydając tylko przerażające jęki i wycia”; „Wypiór ludziom nie szkodzi tyle, że z przestrachu można się było rozchorować”; „Ludziom upiory nie szkodziły, przychodziły tylko do bliskich popatrzeć, jak im się żyje i następnie wracały do grobu”; „Umrzyki zachowywały się zawsze spokojnie, ludzi nie krzywdziły. Przychodziły popatrzeć na swoich i tyle”. Niekiedy pokazywały się znajomym osobom z dalszej lub bliższej odległości bądź ucinały sobie z nimi przyjacielską pogawędkę, kiedy indziej obrzucały je stekiem wyzwisk i złorzeczeń, a nawet wydawały groźne okrzyki.

2) Jest to istota pomagająca ludziom: „Nocne duchy pomagają ludziom. Przynoszą one pieniądze. Dlatego ludzie modlą się, aby duchy nocne ich wspomagały”; „Były też takie upiory, które pomagały ludziom przy sieczce czy młócce”; „matka-wypiór przychodziła karmić dzieci, mąż-wypiór pomagał żonie w gospodarstwie”. Dość często wykazywały nadzwyczaj rozwinięte uczucia rodzinne. Szeroko rozpowszechnione były opowiadania o tym, jak upiór odwiedzał swą żonę lub innych członków rodziny. Nieraz nie widzieli oni upiora, czuli tylko jego zimny, trupi pocałunek. Wspomina się czasem o tym, że próbował on obcować seksualnie ze swoją małżonką. Potrafił także wyświadczać swym najbliższym wiele przysług – np.: co noc czyścił konie, wyrzucał nawóz z obory, kosił łąkę, rąbał drzewo, tak, że w nocy słychać było uderzenia siekiery, rżnął sieczkę itp.

3) Jest to istota szkodliwa dla człowieka. Upiór z lubością płatał złośliwe figle swoim sąsiadom czy podróżnym: wabił ludzi na bezdroża lub bagna, przechodzących przez kładkę wrzucał do wody, wypuszczał konie, bydło, świnie lub drób z pomieszczeń gospodarczych, tłukł szyby i naczynia kuchenne, potrafił nawet zarzucić część wozu na dach stodoły lub wymazać klamki i szyby różnego rodzaju nieczystościami. Mógł też spowodować każde zło i nieszczęście natury ogólnej: choroby, epidemie, pomór bydła, pożary, niszczące nawałnice i ulewy oraz uporczywą suszę. Niektóre upiory miały szczególne upodobanie w rzeczach kościelnych – nocą wchodziły do kościołów, pełzały po gzymsach i ołtarzach pozostawiając na nich odrażające krwawe plamy, darły szaty kościelne, przewracały lichtarze, obgryzały i łamały świece oraz wodziły księży na pokuszenie. Przede wszystkim jednak straszyły i nękały pogrążonych we śnie ludzi, mogły sprowadzać na nich obłęd, dusiły, rozszarpywały ciało i wysysały z nich krew, doprowadzając często do ich śmierci. Także w tej działalności upiór był niezwykle rodzinny – z wyjątkowym bowiem upodobaniem napastował członków rodziny, mszcząc się za to, że żyją lub za doznane za życia krzywdy.

Prawdopodobnie pewną odmianą wierzeń w upiory była dość dziwna postać demoniczna, występująca głównie w opowiadaniach ludowych na obszarze Pomorza, częściowo jednak i w Wielkopolsce oraz na Kujawach, tzw. „wieszczy”, albo „wieszcz”. Był to duch zmarłego człowieka, za życia posiadającego przeważnie takie same cechy jak przyszły upiór, który po śmierci wychodził z grobu i zwiastował nadchodzącą śmierć.
Najczęściej w opowiadaniach ludowych wieszczy nocą wychodził z grobu i pociągał za sznur dzwonu kościelnego. Kto z krewnych, albo bliskich zmarłego usłyszał bicie dzwonu, umierał. Sposoby obrony przed wieszczym były podobne jak w przypadku upiora. B. Baranowski pisze o Markowicach pod Strzelnem w Wielkopolsce w XIX wieku, gdzie w kościelnej piwnicy znajdowała się trumna, w której leżał nieboszczyk plecami do góry z sierpem założonym na karku. Według miejscowych opowiadań wychodził on z trumny i chciał dzwonić, ale kościelny spotkawszy go przy dzwonnicy włożył z powrotem do grobu twarzą do dołu i położył mu na karku sierp. Odtąd wieszczy nie próbował już opuszczać trumny.
Niekiedy znów wieszczy wychodził nocą na wieżę kościelną i na cały głos wykrzykiwał imiona różnych ludzi. Kto z nich usłyszał głos wieszczego, niedługo po tym umierał.
Wieszczy nie był z pewnością tak groźną istotą jak upiór. Spotkanie z nim lub usłyszenie jego głosu czy też dźwięku poruszanego przezeń dzwonu, mogło jednak grozić śmiercią.

3. Praktyki antywampiryczne.

Z panicznego lęku przed upiorami brały się niezliczone środki zapobiegawcze i ochronne. Dość skutecznym środkiem odstraszającym upiory w mniemaniu ludu był czosnek. Wieszano warkocze czosnku nad drzwiami, kładziono główki czosnku na parapetach okiennych, smarowano roztartym czosnkiem progi domów mieszkalnych i pomieszczeń gospodarczych. Natomiast w celu uniknięcia powrotu zmarłego w postaci upiora, na zwłokach i grobach ludzi posądzonych o wampiryzm dokonywano rozmaitych praktyk magiczno-religijnych. Cały tradycyjny rytuał żałobny, od zgonu do pogrzebu, wyrażał troskę o bezpieczeństwo rodziny oraz osób bliskich zmarłemu i był pełen zabiegów chroniących ich przed nim. Aby uniemożliwić upiorom wychodzenie z grobów, jeszcze przed wyprowadzeniem ciała i pogrzebem, związywano im ręce lub kciuki nicią lnianą, jedwabną lub lipowym łykiem; obcinano starannie wszystkie troki i tasiemki zwisające z odzieży, aby zmarły nie pochwycił ich zębami i nie pożarł na sobie śmiertelnej koszuli, bo to pomagało mu wydźwignąć się z grobu. Zdarzało się, że zmarłych kładziono w trumnie grzbietem do góry - tak, „aby się w ziemię wgryzał”, krępowano im ręce na plecach i na wszelki wypadek przebijano klatkę piersiową osinowym kołkiem. Osina była bowiem w ludowej tradycji drzewem o właściwościach magicznych, głównie antywampirycznych.

Tradycyjnym ludowym środkiem zabezpieczającym przed upiorami był także mak, który, dzięki swemu nasennemu i narkotycznemu działaniu, kojarzył się ze światem śmierci, spokojem i snem wiecznym. Nieboszczykowi podejrzanemu o wampiryzm wsypywano garść maku do trumny, wierząc, że raz na rok zaspokoi głód jednym spożytym ziarnkiem, po czym zaśnie i nie będzie wracał na ziemię w poszukiwaniu innego pokarmu. Dla ochrony przed wstającym z grobu upiorem obsiewano makiem dom i ścieżkę doń prowadzącą. Napotkanemu w nocy upiorowi należało rzucić w twarz garść maku, aby wywołać senność oraz pozbawić go drapieżności i mocy. Jeśli zmarły po pogrzebie straszył, nękał, ukazywał się w domu i obejściu, krewni udawali się na cmentarz, dokładnie oglądali mogiłę i wszystkie szczeliny zasypywali makiem. Mak rozsypywano także na ścieżce wiodącej od grobu do cmentarnej bramy, wierząc, że zmarły, próbujący opuścić cmentarz, zajmie się najpierw liczeniem ziarenek i, że tej żmudnej czynności nie będzie w stanie ukończyć przed świtem, który kładzie kres jego nocnym wędrówkom.

Oprócz tego wkładano czasem do trumny ulubione przedmioty zmarłego, aby po nie nie wracał. Gdy na mogile stwierdzono rozpadliny, zasypywano je ziemią ze śladem kół wozu, na którym wieziono trumienkę na cmentarz. Niekiedy wóz ten przewracano. Na grobie kładziono ciernie oraz kamienie i wbijano osinowe kołki, które miały utrudniać upiorowi wychodzenie z niego. Rzucanie kamieni na groby było powszechnie znaną praktyką, mającą zapewnić zmarłym, zwłaszcza samobójcom, kamienny sen. Zdarzało się, że umieszczano zmarłemu pod językiem kamyk, pieniądz lub karteczkę z modlitwą, a na karku - sierp lub kosę, aby – wstając z grobu – pokaleczył się.

Stosowano też zabiegi związane z tradycjami chrześcijańskimi; profilaktycznie – poświęcenie ciała w czasie pogrzebu, jak i mieszkania, w którym przebywał zmarły; zaś w przypadku stwierdzenia powrotu zmarłego w charakterze upiora – wiercono w jego grobie otwory i wlewano w nie wodę święconą, obok jego domu wystawiano krzyż lub po prostu zamawiano w kościele mszę za jego duszę. Z pewnością przekonanie o tym, że msze odprawiane za dusze umarłych uniemożliwiają im pojawianie się na ziemi, rozpowszechniło się pod wpływem kościoła. W czasach późniejszych dosyć częsty był zresztą pogląd, iż coraz rzadsze pokazywanie się upiorów było następstwem ściślejszego przestrzegania przepisów

kościelnych. Wśród starych kobiet spotykano niekiedy opinię, że upadek pobożności wśród młodego pokolenia może grozić inwazją upiorów.

W księgach sądowych odnotowane są liczne przypadki bezczeszczenia grobów i zwłok, przede wszystkim na wiejskich cmentarzach. W wielu regionach Polski w walce z rzekomymi upiorami w bezksiężycowe noce rozkopywano groby, otwierano trumny i na różne sposoby pastwiono się nad zwłokami. Za niewątpliwy dowód wampiryzmu uznawano: dobrze zachowane, nietknięte rozkładem ciało; żywą, czerwoną krew, lejącą się strumieniami z kaleczonych, rozcinanych i rąbanych zwłok. Wydobytego z grobu „upiora” odwracano w trumnie plecami do góry (o ile nie uczyniono tego przed pogrzebem); między łopatki na wylot wbijano mu osinowy kołek; odrąbywano głowę i wkładano mu ją między nogi, aby nie mógł jej sięgnąć (tu zapewne leży źródło wierzeń o upiorach dzierżących własną głowę w rękach); kaleczono pięty i podcinano ścięgna pod kolanami, żeby nie mógł chodzić. Niekiedy wykopanemu z mogiły zmarłemu wpychano kamienie do ust, zatrzaskiwano mu szczęki żelazną kłódką lub paścią, aby nie mógł kąsać i ssać krwi; dziurawiono czaszkę lub gardło kołkiem osinowym, zębami brony lub gwoździem. Tak unieszkodliwionego trupa powtórnie grzebano pod cmentarnym płotem. W razie uporczywej suszy (o którą obwiniano upiora) do rozkopanego grobu i otwartej trumny wlewano wodę, a zwłoki topiono w bagnach. Niekiedy ekshumowane ciało ćwiartowano i palono na stosie z osinowych gałęzi.

Wszystkie te i podobne praktyki, inspirowane przerażającymi, ludowymi wizjami upiorów, ich niesamowitych nocnych wędrówek i zbrodni, były dokonywane jeszcze na przełomie XIX i XX wieku, a nawet w pierwszych dziesięcioleciach wieku XX, mimo zakazów Kościoła, zwalczającego profanację cmentarzy, grobów i ciał zmarłych. O istnieniu żywej wiary w upiory na polskiej wsi, jeszcze w końcu XX wieku, świadczą wyniki badań prowadzonych przez B. Baranowkiego i L. Pełkę w latach 1960-80.

Powyższy opis istot wampirycznych ukazuje pozorny chaos, jaki panował w wierzeniach demonologicznych polskiego ludu. Być może przed wiekami były one bardziej wyraźne i konsekwentne. I wówczas nie były one prawdopodobnie jednolite na całym obszarze obecnej Polski. Z pewnością występowały w nich znaczne różnice regionalne. Niekiedy drobne różnice występować mogły nawet w dwóch leżących blisko siebie osadach. A wreszcie wprowadzenie chrześcijaństwa, z jego typowymi istotami demonicznymi (diabły) i półdemonicznymi (czarownice), tendencje powiązania całej przedchrześcijańskiej demonologii z siłami piekielnymi, spowodowały olbrzymie przemieszanie tego typu wierzeń ludowych. Spisywane przez folklorystów dopiero w początkach XIX wieku ulegały daleko idącym zmianom. Stąd też pewne określone funkcje istot demonicznych, np. duszenie ludzi lub wyprowadzanie wędrowców na bezdroża, w zależności od okolicy dokonywały w wierzeniach ludowych z XIX i początków XX wieku raz upiory, a kiedy indziej inne demony. Jednocześnie zachodziły zjawiska nadawania dość typowej istocie demonicznej nazwy innego demona. A wreszcie możliwym było uznawanie wszystkich znanych na danym terenie demonów lub półdemonów za diabły i czarownice. Z tego powodu nie sposób przeprowadzić ścisłego podziału wierzeń ludowych na określone grupy postaci demonicznych. Podział taki – najzupełniej uzasadniony dla jednych regionów – może być całkowicie niewłaściwy dla innych. Świat ludowej demonologii to domena fantastycznych wierzeń, które trudno konsekwentnie uporządkować i sklasyfikować.

Obraz licznych i barwnych wierzeń polskiego ludu na temat istot wampirycznych wyłania się przede wszystkim z bogatej literatury etnograficznej. W folklorze polskim upiory występują najliczniej w tzw. opowieściach wierzeniowych (J. Krzyżanowski wyróżnia ok. 40 wariantów). Śladem popularności tych wierzeń jest również do dziś używane przysłowie: „Czerwony jak upiór”. Poza opowieściami typu wierzeniowego, upiór znany jest u nas głównie jako bohater różnych bajek, spośród których do najbardziej znanych należą: Królewna strzyga, Upiór w kościele, Pokuta za kradzież pierścienia, Upiór narzeczony, Umarły porywa narzeczoną (Lenora).

Najwcześniejsze zapisy wariantów ludowych dotyczące upiora pochodzą z połowy XIX wieku. Do XIX-wiecznych wersji zaliczanych do przekazów ludowych, nie pełniących jednak w dzisiejszym rozumieniu funkcji dokumentu źródłowego ze względu na piętno obróbki literackiej, należą przekazy K. W. Wójcickiego z Klechd, starożytnych podań i powieści ludu polskiego i Rusi (1837), poświęcone zmorze i strzydze, powiastki K. Balińskiego Potępion (1842), R. Zmorskiego Strzyga i Ucieczka (1852). Najbogatsze zapisy faktograficzne z tego zakresu, które pozwalają na prawdopodobną rekonstrukcję ówczesnych poglądów naszego ludu na temat upiorów, zostały zebrane w monografiach regionalnych O. Kolberga.
Źródłem wiedzy o upiorach jako ważnym elemencie wyobraźni ludowej jest dawne piśmiennictwo teologiczne, uznające realne istnienie upiorów, których działalność, podobnie do czarów Kościół utożsamiał z praktykami diabelskimi; oraz XVIII-wieczna literatura stawiająca sobie za cel walkę z przesądami.

Pewne wyobrażenie o ludowych wierzeniach w upiory przynoszą również badania archeologiczne prowadzone m.in. na wczesnośredniowiecznych cmentarzyskach szkieletowych. Ł. M. Stanaszek w artykule Wampiry przytacza kilka przykładów pochówków o charakterze antywampirycznym na terenach polskich, m.in. w Starym Brześciu Kujawskim (woj. kujawsko-pomorskie), Buczku (woj. łódzkie) i Starym Zamku (woj. dolnośląskie). Groby „wampirów” różnią się od pochówków zwykłych śmiertelników nietypowym ułożeniem szkieletu (innym niż powszechnie przyjęta pozycja wyprostowana na wznak, głową w kierunku zachodnim), specyficznymi okaleczeniami (np. brak czaszki), położeniem na obrzeżach cmentarza i wyróżniającym się fenotypem (tj. cechami osobniczymi) samych zmarłych. Analiza porównawcza materiału wykopaliskowego ze źródłami etnograficznymi potwierdza istnienie wierzeń o charakterze wampirycznym w danych regionach


Luna źródło proszę.
Nadija - 2012-03-26, 19:30
:
Ze tak sie przyczepie (o podly charakterze :p)
'wykopali zwloki Arnolda Paolo...'... No kurcze, mam rozumiec ze wlazl to owej trumny i sie JESZCZE SAM zakopal.:P
To dopiero WYCZYN! :D
Dziwi mnie to, bo w wiekszosci tego typu historii 'wykopuja,dokopuja sie do 'zwlok'...osoby uwazanej za wampira.
ALE NIKT NIE POTRAFI WYTLUMACZYC JAK NIBY SIE TAKI WAMPIR WYDOSTAL I JAK TAM NAZAT WROCIŁ...
Zastanawialiscie sie w ogole nad tym? (:
Luna - 2012-03-27, 10:20
:
Widziałaś kiedyś Drakulę tam jest taka scena kiedy Lucy wraca do grobu z polowania, wcześniej Helsing zatkał wszystkie dziury w grobowcu żeby nie weszła i splunęła w słońcu według stokera wampiry potrafią zamienić się w parę i wykorzystać nawet druzę od klucza.
Morze w ten sposób wampir opuszcza swój grób i do niego wraca niezauważony.
Jedno z wielu wytłumaczeń
Nadija - 2012-03-28, 08:21
:
no taak...niby to jest wytlumaczenie Lunka,ale do mnie nie przemawia ta zamiana w pare,mgle czy cień.To juz takie 'dżinowe' bardziej niz wampirze.xD :-D
Martusia22 - 2012-03-28, 16:14
:
A mnie się artykuł podobał, zwłaszcza historia z Karoliny Północnej. Ciekawe, gdzie się podział syn tych ludzi- wampirów. Kurcze może gdzieś grasuje sobie do tej pory po świecie :-P ;-)
kosma - 2012-04-08, 15:55
:
Jak to gdzie się podział? Nie kojarzysz? Przecież to Carlisle, założyciel "Dynastii" Cullenów. ;-)
Martusia22 - 2012-04-09, 11:45
:
kosma napisał/a:
Jak to gdzie się podział? Nie kojarzysz? Przecież to Carlisle, założyciel "Dynastii" Cullenów. ;-)


A wiesz to byłoby całkiem możliwe, gdyby nie jeden drobny fakt. Carlisle żywił się krwią zwierząt, a ten osobnik, jak wynika z opowieści, polował na ludzi ;-)
kosma - 2012-04-09, 15:02
:
Mógł zmienić menu. Ot po prostu wyewoluował.
Nadija - 2012-04-10, 15:08
:
hahaha i tu ukazal swoj spryt tym zachowaniem xp bo ktoz bd podejrzewal wegetarianina o tak haniebny czyn :p
Martusia22 - 2012-04-10, 18:05
:
No właśnie ;-)
Viktoria90 - 2012-04-11, 18:22
:
A po za tym on wcześniej też zywił się krwią(kiedyś podajże o tym wspominał Edward?...chyba że tylko to moja wyobraźnia?...hehe