Wampiry.org
Największe polskie forum o wampirach

Śledzone tematyŚledzone tematy FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Kruk Bitwy
Autor Wiadomość
Cashmire 
anonymous Nyks


Posty: 231
Skąd: Kraina Czarów

Reputacja: 50
Poziom: 14
HP: 0/426
 0%
MP: 203/203
 100%
EXP: 7/33
 21%
Wysłany: 2013-01-10, 23:13   

Biała spokojnie patrzyła na cudzoziemca i jego towarzysza.
- To wampir - stwierdziła spokojnie. – Pełno tu takich.
Wzruszyła ramionami od niechcenia.
- W każdym razie ja ich nie obsługuję. Ale ty – uśmiechnęła się kokieteryjnie do Azjaty – wampirem nie jesteś.
Wstała i tanecznym krokiem podeszła do młodzieńca ignorując krwiopijcę. Musiała powstrzymać się od zabicia wampira. Nie było to teraz priorytetem. Musiała się jakoś dowiedzieć, czego chcieli od niej ci dwaj, a wydobywanie informacji nie było jej mocną stroną. Pobawić się jednak mogła. Jednocześnie rozważała słowa cudzoziemca na temat aury. Nie była pewna, o co mu chodziło, ale skoro był w stanie dotrzeć za nią tutaj, najwyraźniej mógł ją znaleźć wszędzie. A skoro tak możliwe, że będzie musiała się go pozbyć.
Gotowa do ataku lub obrony w każdej chwili, uśmiechnęła się uwodzicielsko.
- Nie jesteś stąd, przystojniaku – bardziej stwierdziła niż zapytała. – Cóż cię sprowadza?
Celowo nie sprecyzowała, czy ma na myśli kraj, miasto czy ten konkretny zaułek lub okolicę.
Mówiła z delikatnym zaśpiewem. Zarzuciła jakiś czas temu pomysł mówienia z innym akcentem. Zwłaszcza, że w trakcie dziennych wypraw po okolicy okazało się, że nie tylko ona z takowym mówi.
_________________
"Jeśli wierzysz, że Bóg stworzył Szatana, to musisz zdawać sobie sprawę, że jego moc pochodzi od Boga i że Szatan jest po prostu dzieckiem Boga, a i my tym samym jesteśmy dziećmi Boga. Nie ma dzieci Szatana, naprawdę."
 
 
 
CorniC 



Posty: 1181
Skąd: Kielce

Reputacja: 10
Poziom: 29
HP: 42/2142
 2%
MP: 1022/1022
 100%
EXP: 94/94
 100%
Wysłany: 2013-01-11, 20:25   

-Wiesz maleńka, powiedzmy, że jestem pewnym kolekcjonerem szukającym... kamienia...
Dostrzegł ślad zainteresowania w oczach dziewczyny.
-Ciekawe...
-Widzisz, przedmioty, księgi, zdarzenia z nim związane, emanują specyficzną aurą.... jak ty...
_________________
“We learn from failure, not from success!”
 
 
 
Cashmire 
anonymous Nyks


Posty: 231
Skąd: Kraina Czarów

Reputacja: 50
Poziom: 14
HP: 0/426
 0%
MP: 203/203
 100%
EXP: 7/33
 21%
Wysłany: 2013-01-11, 22:01   

Biała uśmiechnęła się promiennie.
- Wielu tak mówi, niewielu ma dowód. Dobrej nocy.
Wyminęła Azjatę i odeszła tanecznym krokiem. Już wiedziała, że on zawsze ją rozpozna niezależnie od tego, jaką postanowi przybrać postać. Wiedziała, że on zawsze ją znajdzie. I intuicyjnie wyczuwała, że właśnie tak musi być.
Uśmiechnęła się do siebie.
- Chcę zostać sama - rzuciła jeszcze przez ramię. Do świtu pozostało jeszcze parę godzin, a ona chciała w spokoju trochę się przespać. Miała nadzieję, że obcy to zrozumie.
_________________
"Jeśli wierzysz, że Bóg stworzył Szatana, to musisz zdawać sobie sprawę, że jego moc pochodzi od Boga i że Szatan jest po prostu dzieckiem Boga, a i my tym samym jesteśmy dziećmi Boga. Nie ma dzieci Szatana, naprawdę."
 
 
 
CorniC 



Posty: 1181
Skąd: Kielce

Reputacja: 10
Poziom: 29
HP: 42/2142
 2%
MP: 1022/1022
 100%
EXP: 94/94
 100%
Wysłany: 2013-01-12, 10:08   

-Następnym razem panuj nad odruchami...-warknoł do Roberta
-Kim jesteś żeby mnie pouczać?
Dragon roześmiał się serdecznie.
-Kimś kto nauczy cię z tym żyć, ale nic za darmo, przyjmujesz propozycje?
Robert milczał.
-Przemyśl to, ja ruszam za nią muszę sprawdzić to i owo.
_________________
“We learn from failure, not from success!”
 
 
 
Cashmire 
anonymous Nyks


Posty: 231
Skąd: Kraina Czarów

Reputacja: 50
Poziom: 14
HP: 0/426
 0%
MP: 203/203
 100%
EXP: 7/33
 21%
Wysłany: 2013-01-14, 23:16   

Od paru minut znów czuła się obserwowana. Uśmiechnęła się do siebie. Z całą pewnością obserwował ją człowiek. Przyspieszyła kroku zastanawiając się, czy próbować go zgubić, czy po prostu liczyć na to, że odpuści. Nie chciała, żeby dotarł za nią do jej domu… Mogła też, pomimo zmęczenia, iść na polowanie, co nie byłoby zbyt rozsądne. Większość napotkanych wampirów pokonałaby ją teraz bez większego problemu, a przecież nie o to chodziło, żeby dać się zabić.
Biała dyskretnie rozejrzała się po okolicy i kątem oka dostrzegła coś, co mogło być zarówno cieniem poruszającego się człowieka jak i zwykłą grą cieni. Stopniowo przyspieszała kroku, aż zaczęła biec. Biegła coraz szybciej i szybciej co chwilę skręcając w jakąś uliczkę póki nie poczuła, że od dłuższej chwili znowu jest sama. Dopiero wtedy skierowała się do starej kamienicy – jednej z wielu, które nagle opustoszały, albo były zamieszkiwane przez tych, którzy z dnia na dzień stracili wszystko. Tutaj czuła się najpewniej i bezpiecznie. Wampiry i inne nocne istoty nie zaglądały tutaj, nikt jej nie zaczepiał. Miała spokój i swobodę ruchów. I była kryta. Nikt z mieszkających tutaj ludzi i nie-ludzi nie wydałby jej nikomu. Sama nie rozumiała, dlaczego.
Skinęła głową jednemu z siedzących przed budynkiem mężczyzn, który natychmiast zerwał się ze starej ławeczki i odkłonił się. Weszła do budynku i skierowała się do najwyżej położonego mieszkania. Należało do niej. Był to zajmujący połowę piętra apartament. Przestronny, wygodny, ale spartańsko urządzony. Nie lubiła marnotrawić funduszy na to, co w jej mniemaniu było zbędne. Tym sposobem sypialnia składała się tylko z łóżka, malej komódki, stolika z lampką i krzesłem przy stoliku. W rogu stała szafa, a której znajdowało się parę drobiazgów i kilka ubrań.
Zrzuciła z siebie ubrania pozwalając, by leżały tam, gdzie spadły i poszła do łazienki. Po długiej, gorącej kąpieli (w której zorientowała się, że odniesiona tej nocy rana jakimś cudem zdążyła się już zagoić) wróciła do sypialnia. Włożyła sięgającą połowy ud męską koszulę (zdobyczną), która służyła jej do spania i z westchnieniem ulgi wsunęła się pod kołdrę. Zasnęła, gdy tylko przymknęła oczy.
_________________
"Jeśli wierzysz, że Bóg stworzył Szatana, to musisz zdawać sobie sprawę, że jego moc pochodzi od Boga i że Szatan jest po prostu dzieckiem Boga, a i my tym samym jesteśmy dziećmi Boga. Nie ma dzieci Szatana, naprawdę."
 
 
 
Devil 
zła dziewczyna

Pomogła: 1 raz

Posty: 709
Skąd: Kalisz

Reputacja: 50
Poziom: 24
HP: 13/1353
 1%
MP: 646/646
 100%
EXP: 11/68
 16%
Wysłany: 2013-01-15, 20:04   

Zosia obudziła się z powodu wiadra wody wylanego na głowę. Leżała na jednej z kanap w pokoju, gdzie jeszcze przed godziną gnieździło się wiele kobiet różnych narodowości i kolorów skóry. Teraz sala wyglądała jak po przemarszu wojska. Nad głową, oprócz zbitej lampy widziała jeszcze dwie przerażone twarze. Zdążyła zorientować się, że ręce ma skrępowane, a do lewej przymocowana jest łyżeczka do herbaty.
- Co się tu stało?
- Może ty nam powiesz – czarnoskóra dziewczyna oparła się o przeciwległą ścianę. Starała się umiejscowić tak, by w razie niespodziewanego ataku móc szybko uciec.
- Ale ja nie wiem, chyba spałam…
Kobiety wymieniły spojrzenia. Były jeszcze bardziej skołowane i przestraszone. Po dłuższej chwili głos znów zabrała Murzynka: - Wiem, że jesteś czarownicą.- starała się, aby jej głos brzmiał zdecydowanie- Umiesz rozmawiać ze zmarłymi, korzystać z ich rad i pomocy. Teraz wiem też, że jesteś demonem, więc musimy Cię zabić – dokończyła przysuwając się do drzwi.
- Nie jestem demonem. To prawda, że rozmawiam z duchami, ale nigdy nie robiłam tego w złej wierze. Nie róbcie mi krzywdy, proszę.
- Zabiłaś Henricha! – wykrzyknęła blada jak sufit Petra. Czarne od mieszanki tuszu i łez zacieki jeszcze bardziej upodabniały ją do sklepienia.
- Nie.. ja nigdy nikogo nie zabiłam. To nie możliwe. To nie ja.
Czarnoskóra dziewczyna milczała chwilę patrząc na Zosię. Odezwała się już spokojniej: - Słuchaj, widziałyśmy, jak zębami rozszarpujesz szyję szefa. To samo zrobiłaś z dwoma klientami. Nie ma mowy o pomyłce. Myślę, że możesz być wampirem.
- Nie jestem. – nie wiadomo czemu bohaterka wybuchła płaczem. – Mogę przecież chodzić po słońcu i nie boję się płynącej wody. Chodzę do kościoła i mam poświęcony medalik z krzyżem…
- A srebro?
- Jakie srebro?
- Łyżeczka. Nie pali Cię?
- Nie…
Petra ostrożnie podeszła do skrępowanej Zosi. Wyrwała przywiązaną łyżeczkę, która zostawiła jedynie słabe odbicie na skórze.
- Ona ma rację, nic jej nie jest – zwróciła się do koleżanki
- A może to nie jest srebro?
- Jest. To łyżeczka Henricha. On pił tylko z chińskiej porcelany i mieszał srebrną łyżeczką.
W pomieszczeniu znów zapadła cisza przerywana tylko szlochami Zosi. Murzynka podeszła do dziewczyny z nożem. Jednym wprawnym pociągnięciem przecięła linę.
- Musisz uciekać, zaraz zjawi się tu policja. Podobno szef miał układy z samym Himmlerem.
- Nie mam dokąd uciec. Nikogo tu nie znam. Może poczekam na policję i wszystko im wyjaśnię?
Petra zaczęła się śmiać: - Dziecko, a kto Ci uwierzy? Idź na ulicę Sadową. Tam jest taka stara kamienica, woźnemu powiesz, że przyszłaś do pana z Ameryki i poprosisz, żeby Cię zaprowadził do jego mieszkania. Dam Ci płaszcz, są w nim trzy marki. Daj jedną stróżowi i podziękuj. Amerykanowi powiedz, że przychodzisz ode mnie. Ja zjawię się niedługo. Idź, zanim Cię złapią.
_________________
Pożrę nie tylko Twoje ciało ale i duszę.
 
 
 
Charlemagne 
Ponury Żniwiarz



Posty: 70
Skąd: Kraków

Reputacja: 50
Poziom: 7
HP: 0/130
 0%
MP: 62/62
 100%
EXP: 5/16
 31%
Wysłany: 2013-01-16, 17:04   

Robert został sam obeserwując jak jego nowy kompan odchodzi w ślad za tą dziwną kobietą. Informacje którymi obdarował go Dragon nic nie wyjaśniły i tylko sprawiły, że w głowie miał jeszcze większy mętlik. Postanowił znaleźć miejsce w którym będzie mógł spokojnie pomyśleć i zastanowić się co dalej. Spojrzał jeszcze raz na sylwetkę Dragona która wraz z odlegością robiła się coraz mniejsza i zawahał się nad pomysłem, żeby ruszyć za nim. Spojrzał w bok i zobaczył postój taksówek i po chwili zajął miejsce w jednym z pojazdów. Kierowca nie był zachwycony przerwaną lekturą jakiejś podrzędnej chicagowskiej gazety i rzucił dość wygórowaną cenę za pódróż do celu który wskazał Robert. Nie zważając na to ruszyli do jedynego miejsca które przychodziło mu do głowy. Robert miał brata na przedmieściach z którym nie utrzymywał najlepszych stosunków i który teraz być może był jego jedyną nadzieją. W ciepłej taksówce Robert poczuł się senny i tylko na moment przymknął oczy..

No ja pierdolę! - zaklnął siarczyście kiedy zorientował się że jest już nad przedmieściach. Taksówka znajdowała się co prawda zaledwie dwie przecznice od domu jego brata ale to nie to wyprowadziło go z równowagi. Problem polegał na tym, że taksówkarz leżał oparty o kierownicę a krew z jego tętnicy pokrywała całą tapicerkę..
_________________
I stopped fighting my inner demons. We're on the same side now..
 
 
Cashmire 
anonymous Nyks


Posty: 231
Skąd: Kraina Czarów

Reputacja: 50
Poziom: 14
HP: 0/426
 0%
MP: 203/203
 100%
EXP: 7/33
 21%
Wysłany: 2013-01-16, 22:43   

Marie szła szybkim krokiem. Niełatwo było śledzić kogoś, kto postanowił zrezygnować z poruszania się piechotą. Poza tym gdyby szef dowiedział się, że zajmuje się jakimś świeżo upieczonym wampirem zamiast poszukiwaniami oka, najpewniej wpadłby w szał. A tego zdecydowanie lepiej było uniknąć. Lokello nie należał do łaskawców, którzy łatwo, o ile w ogóle, odpuszczali przewinienia i zaniedbania.
Przyspieszyła. Jeżeli wampir wpadł w trans czując zapach żywego człowieka i krwi, najczęściej dawało to pewną szansę na złapanie go w odpowiednim momencie - czyli tuż po odzyskaniu świadomości i kontroli nad samym sobą. To była najlepsza chwila do wywarcia odpowiedniego wpływu. Przy odrobinie szczęścia będzie mogła pomóc i jemu i sobie.
W oddali zobaczyła taksówkę, w której siedział ktoś na tylnym siedzeniu. Jeżeli sie nie myliła, pasażerem był obserwowany przez nią wampir.
Uśmiechnęła się lekko. Jeżeli się pospieszy, mężczyzna dojrzy ją , gdy tylko wysiądzie z taksówki.

**************

Łomotanie do drzwi obudziło Białą równie skutecznie, jak gdyby ktoś wylał jej na głowę kubeł lodowatej wody. Zerknęła w okno. Nadal było ciemno i zdecydowanie nie zbierało się na wschód słońca. Która mogła być godzina? Cóż, wczesna, to z całą pewnością.
- Czego? – warknęła w stronę drzwi. Te otwarły się natychmiast i do pokoju wmaszerował wysoki, dobrze zbudowany blondyn i szarych oczach i pooranej bliznami twarzy. Teraz uśmiechał się radośnie.
- Kurde, Malkolm, miej litość – Biała z jękiem opadła znowu na poduszki. Chciała spać. SPAĆ! Czy naprawdę wymagała zbyt wiele? Po chwili jednak zmitygowała się. Malkolm był łowcą tak samo, jak ona i też pracował nocą. Gdyby nie miał niczego pilnego, nie zakłócałby jej snu wiedząc, jak ważna jest regeneracja sił, gdy w grę wchodzi walka z istotami o większej niż ludzka sile i szybkości.
Ponad to Malkolm był jej jedynym łącznikiem z przeszłością. Twierdził, że znają się jak łyse konie, chociaż nigdy jedno drugiemu nie opowiadało historii swojego życia. W ciągu ostatnich dni sprawdziło się jednak dość jego informacji na jej temat, by mu ufała.
- Nie ma zmiłuj, złotko. Chcesz zarobić? – Malkolm przysiadł na stojącym opodal krześle.
- To znaczy? – natychmiast usiadła. Jeżeli łowca proponuje, było nie było, konkurencji zarobek, to kroiło się coś dużego.
- Wiem, że jesteś zmęczona i w ogóle, mam na oku małe gniazdo wampirów. Ale tylko dwie ręce do tego zlecenia. Będzie pięć patoli do podziału. Wchodzisz w to?
- Od kiedy przyjmujesz zlecenia? – zakpiła z przyjaciela żartobliwie.
- Od kiedy zmarło się staremu Fritchowi – skrzywił się mężczyzna.
Biała poklepała przyjaciela po ramieniu w geście pocieszenia.
Fritch był właścicielem starej kamienicy, w której mieszkał Malkolm. Łowca nigdy nie musiał płacić mu czynszu, jako że wykonywał taką a nie inna pracę. A Fritch uważał, że przynajmniej w ten sposób może odwdzięczyć się łowcy za to, że codziennie naraża życie chroniąc mieszkańców. Kiedy starszy mężczyzna zmarł, budynek przejął jego syn, a ten podwyższył czynsz i postanowił, że łowca także będzie mu płacił.
- Mówiłam ci, wprowadź się tutaj, Malcolm. Jest dość miejsca, żebyśmy nie chodzili sobie w drogę.
- Zaczynam poważnie to rozważać.
Dziewczyna wstała i zaczęła się ubierać. Gdy była gotowa, w milczeniu zeszła razem z przyjacielem po schodach piętro niżej. Tam weszła do jednego z mieszkań i skierowała się do pokoju, w którym kiedyś musiało zapewne znajdować się małe biuro. W każdym razie na to wskazywał wystrój.
Podeszła do stojącego pod ściana sekretarzyka i otwarła ukrytą szufladkę, w której były pieniądze. Nie wiedziała, skąd się tam biorą, kto je tam daje i dlaczego tak właściwie. Wiedziała jednak, choć również nie wiedziała skąd, że należą one do niej i tylko ona wie o tym, gdzie ich szukać. No, wiedział też Malkolm, ale on nigdy nie zadawał pytań odnośnie tajemnej skrytki i jej zawartości.
Gdy uznała, że są gotowi, ruszyli w miasto na ostatnie tej nocy łowy. W każdym razie miała nadzieję, że będą ostatnie.
_________________
"Jeśli wierzysz, że Bóg stworzył Szatana, to musisz zdawać sobie sprawę, że jego moc pochodzi od Boga i że Szatan jest po prostu dzieckiem Boga, a i my tym samym jesteśmy dziećmi Boga. Nie ma dzieci Szatana, naprawdę."
 
 
 
Charlemagne 
Ponury Żniwiarz



Posty: 70
Skąd: Kraków

Reputacja: 50
Poziom: 7
HP: 0/130
 0%
MP: 62/62
 100%
EXP: 5/16
 31%
Wysłany: 2013-01-19, 15:13   

Znowu cały we krwi. Znowu w wielkich problemach. Znowu bez jakiejkolwiek odpowiedzi i pomysłu. Siedział tam i oddychał miaro zastanawiając się co powinien zrobić. Schować ciało? Uciekać? Zatrzeć ślady.

Postanowił działać. Przeciągnął zwłoki na tylne siedzenie i nie wysiadając przemieścił się na fotel kierowcy. Położył rękę na kluczyku od stacyjki ale zawahał się. Jakiś wewnętrzny zmysł podpowiadał mu, że powinien jednak wysiąść z taksówki. Rzucił swoją marynarkę na ciało taksówkarza i otworzył drzwi. Zobaczył kobietę, która szybkim, miarowym krokiem szła w jego stronę. Robert musiał wygląć dość komicznie i groteskowo stojąc w samym podkoszulku gdy wokół niego szalała jedna z najbardziej srogich zim z Chicago od 50 lat.
_________________
I stopped fighting my inner demons. We're on the same side now..
 
 
Devil 
zła dziewczyna

Pomogła: 1 raz

Posty: 709
Skąd: Kalisz

Reputacja: 50
Poziom: 24
HP: 13/1353
 1%
MP: 646/646
 100%
EXP: 11/68
 16%
Wysłany: 2013-01-19, 21:56   

Ulicę Sadową Zosia znalazła bez problemu. Dzielnica była pełna nowo lub starobogackich acz odnowionych willi. Kamienica z kremową elewacją należała do tej drugiej grupy budynków a z racji tego, że była kamienicą należała również do ewenementów na spokojnej ulicy Sadowej. Stróż z początku trochę marudził na temat godzin, w których amerykaniec sprowadza sobie takich gości, ale wciśnięta w dłoń moneta uświadomiła mu niestosowność takich aluzji. Pod drzwi zaprowadził Zosię z miłym uśmiechem, gawędząc o pogodzie i hitlerowskim dobrobycie. Bohaterka, jako Polka miała nieco odmienne zdanie na ten ostatni temat, ale zbyła słowa stróża uprzejmym uśmiechem. Drzwi otworzył wysoki mężczyzna z gatunku tych, o których mówi się, że są bez wieku. Mógł mieć dwadzieścia, trzydzieści a nawet czterdzieści lat. Duże, niebieskie oczy nie wyrażały zdziwienia.
- Dziękuję, her Martin, że przyprowadził pan mojego gościa. Dobranoc. - niemal wciągnął do mieszkania Zofię i zatrzasnął drzwi. Gestem nakazał iść za nim do innego pokoju. - Podsłuchuje. Tutaj wszyscy podsłuchują. Niech się pani nie boi, Petra telefonowała, wiem wszystko.
- Więc wie pan więcej ode mnie.
- Niekoniecznie - mężczyzna uśmiechnął się siadając przy stole i wskazując dziewczynie miejsce naprzeciwko. Widocznie wcześniej przygotował już karafkę z wiem i dwa kieliszki, do których nalał teraz czerwonego płynu. - Obydwoje wiemy, że jest pani medium i to całkiem niezłym, skoro może pani udostępnić swoje ciało duchowi, lub jak jeszcze przed dwoma godzinami demonowi.
Zosia była lekko zdziwiona. Kiedy jeszcze żyli rodzice, a zwłaszcza wujek Kętrzyński ich dom odwiedzali różni ludzie. Napatrzyła się kiedyś na pozy wielkich panien i tak też postanowiła teraz pozować.
- I cóż z tego? - zapytała drwiącym tonem wypijając duszkiem wino. Skrzywiła się. Nie licząc drobnego incydentu z dzieciństwa, to był jej pierwszy kontakt z alkoholem. Mężczyzna roześmiał się i wyszedł na chwilę. Przyszedł z filiżanką herbaty.
- Co wie pani o "Kruku Bitwy"?
- O krukach sporo, ale z wojny nic nie pamiętam, byłam wtedy... dzieckiem.
Mężczyzna znów zaśmiał się. Z szuflady w stole wyciągnął jakieś dokumenty, rysunki.
- To - wskazał na duży rysunek jakiegoś klejnotu - jest "Kruk Bitwy". Obecnie jeden z najdroższych klejnotów świata.
- Przykro mi, nie wiem, gdzie on może być - przerwała Zosia - Do niczego się panu nie przydam.
- Myli się pani. Klejnot jest ważny, bo przynosi nie tylko bogactwo, a również szczęście i powodzenie.
- Pan, człowiek z wielkiego świata ma wierzyć w tak śmieszne rzeczy jak amulety? - Zosia zaśmiała się krótko. Zaczynało działać wino, ale prawdziwym źródłem jej rozluźnienia był duch jej matki, który zaczynał rozpychać się w umyśle.
- Ma pani rację. - mężczyzna nierad z szybkiego odkrycia jego strategii, musiał ją błyskawicznie zmienić. - Jest pani inteligentną kobietą i bardzo ładną. Ja jestem samotny, pani również, możemy się bliżej poznać...
Zosia zbladła, ale nie ze strachu. W jej oczach pojawiły się żółte błyski.
- Już ktoś mi proponował taki układ, Petra chyba nie mówiła jak skończył? - zapytała z cynicznym uśmiechem.
- Ok - amerykaniec poluzował krawat - mam chorą córkę, ona potrzebuje operacji, bardzo drogiej. Odnalezienie klejnotu pozwoli mi ją sfinansować, ale ta suma to i tak nic w porównaniu z rzeczywistą wartością naszyjnika.
- Po co pan mi to mówi?
- Razem możemy znaleźć naszyjnik, ja mam znajomość legendy a ty umiesz kontaktować się z duchami.
- Już nie "pani"? Poza tym dlaczego teraz, po poznaniu legendy nie miałabym sama zacząć szukać klejnotu?
- Bo jesteś dobrym człowiekiem. Wezmę pieniądze tylko na operację i leczenie. Reszta należy do Ciebie.
Zofia wstała i przeszła po pokoju.
- Potrzebuję fałszywych papierów. Klejnotu nie ma z pewnością tutaj.
- Tutaj, to znaczy w tym domu?
Dziewczyna popatrzyła na ożywionego człowieka za stołem. Czuła, że historia o chorej córce to bajka, ale uznała, że na razie bezpieczniej będzie udawać, że w nią wierzy.
- Tutaj, to znaczy na tym kontynencie.
_________________
Pożrę nie tylko Twoje ciało ale i duszę.
 
 
 
Cashmire 
anonymous Nyks


Posty: 231
Skąd: Kraina Czarów

Reputacja: 50
Poziom: 14
HP: 0/426
 0%
MP: 203/203
 100%
EXP: 7/33
 21%
Wysłany: 2013-01-20, 00:15   

Marie na ułamek sekundy zatrzymała się w pół kroku i prawie natychmiast ruszyła znowu w kierunku Roberta. W podkoszulku wyglądał dziwnie biorąc pod uwagę wszechobecny śnieg i minusową temperaturę. Rozumiała jednak jego postępowanie... Sama kiedyś musiała w ten sposób zacierać ślady. Aż wreszcie w dobie samochodów mogla to robić inaczej, jeśli sytuacja ją zmusiła.
Dotknęła ramienia wampira.
- Pozwól, że ja się tym zajmę.
Lekko ale stanowczo odepchnęła wampira od taksówki. Wciągnęła ostrożnie powietrze badając jego zapach i już wiedziała, że jej plan uda się idealnie. Uśmiechnęła się do siebie. Wyciągnęła z torebki cygaro - wiedziała, że kobiecie nie wypada, ale lubiła czasem zapalić - i rzuciła w śnieg tak, by spadło na jej ślady w pobliżu pojazdu. Mrugnęła wesoło do Roberta.
- Dzięki temu będą obwiniać wściekłą kobietę, nie ciebie. A mnie na pewno nie znajdą. Chyba, że sama im pozwolę - wyjaśniła ze stoickim spokojem.
Wyciągnęła pudełko zapałek, a z kieszeni marynarki martwego taksówkarza wysiągnęła buteleczkę spirytusu. Rozlała alkohol po tak dużej powierzchni wnętrza pojazdu, jak to tylko możliwe i po samym taksówkarzu.
- Idź w dół ulicy - powiedziała do Roberta nie odwracając się w jego stronę. - Dogonię cię.
Nie czekając na jego reakcję wrzuciła do wnętrza taksówki kilka zapalonych zapałek. Rozlany alkohol natychmiast zaczął się palić. NIedługo taksówka wyleci w powietrze.
Odwróciła się i zobaczyła, że wampir nie ruszył się z miejsca tylko uważnie sie jej przyglądał.
Bez słowa wyjaśnienia chwyciła go za rękę i pociągnęła za sobą. Musieli szybko sie oddalić.
- Jestem wampirem, tak jak ty. Mam nas imię Marie - wyjaśniała pospiesznie widząc, że Robert jak gdyby ocknął się z letargu.
- Mam o wiele więcej lat niż może się wydawać - ciągnęła. Wampir zatrzymał się. Ona również. - Mogę ci pomóc, jeżeli zechcesz. Wiem, jak to jest radzić sobie z taką sytuacją samemu. A ty zmagasz się z tym od ładnych paru dni. Tak, właśnie tak długo. Zdarzało się się przespać po dwa albo trzy na raz. Tak to jest, gdy nagle dopada głód i ogarnia morderczy szał. POstaram się ułatwić ci życie, o ile mi pozwolisz. Ale nie tutaj i nie w tej chwili. Musimy poszukać schronienia. Niedługo świta. A wiesz, mit o wampirach i słońcu niestety jest prawdą.
Odwróciła sie i ruszyła przed siebie mając nadzieję, że Robert zechce jej towarzyszyć.

Biała jeszcze nie była tak zmęczona po żadnych łowach. Gdy tylko wróciła z obławy (bogatsza o sporą ilość gotówki) padła na łóżko z mocnym postanowieniem, że po pierwsze prześpi cały dzień, a po drugie zrobi sobie ze dwa dni urlopu. Należał jej się. W końcu co mogło się stać w ciągu dwóch dni? Nic, a ona potrzebowała odpoczynku. Malcolm twierdził, że nie robiła sobie przerwy od parunastu miesięcy. A przeciez łowca też człowiek.
Uśmiechając się do siebie zasnęła.
_________________
"Jeśli wierzysz, że Bóg stworzył Szatana, to musisz zdawać sobie sprawę, że jego moc pochodzi od Boga i że Szatan jest po prostu dzieckiem Boga, a i my tym samym jesteśmy dziećmi Boga. Nie ma dzieci Szatana, naprawdę."
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 22